A Ty co robisz po przebudzeniu?

Polub i udostępnij:
fb-share-icon0
20

Pobudka, kiedy jeszcze w najlepsze chciałoby się pospać. Za oknem zimno, ale rześko, za wcześnie, by wywnioskować jaka będzie pogoda w ciągu dnia. Szybki prysznic. Susząc włosy, robiąc makijaż i ubierając się, po raz kolejny staram się dobudzić mamroczące coś pod nosem dziecko. Śniadanie – szybkie i jedzone w biegu. Podczas naciągania rajstop na drugą nogę córki zdążyła ściągnąć je z pierwszej. Jest rozespana, rozdrażniona, ja poddenerwowana i jak zwykle spóźniona. Biegamy, szukamy kluczy, warczymy, aż w końcu udaje nam się wyjść z domu. Nie na długo, bo już na klatce schodowej przypomina nam się, że o czymś zapomniałyśmy. I tak codziennie. Pięć razy w tygodniu. Dzień za dniem. co robisz po przebudzeniu

STOP. Ja chcę inaczej. Wolę, by budził mnie szczebiot „mama, wyspałam się” ptaszyny, która sama wybrała porę pobudki. Wolę budzić się przed nią i czekać aż sama zacznie się przekręcać, powoli przecierać oczy, by w końcu rozpocząć dzień wyspanym radosnym uśmiechem. Chcę wylegiwać się z nią pod kołdrą i tysiąc razy zadawać pytanie, co jej się śniło. Przygryzać stópki i słuchać rechotu, wysyłać raki nieboraki na wycieczkę po jej żeberkach. Powoli cieszyć się każdą chwilą.

Poranki są zdecydowanie najprzyjemniejsze. I nikt mnie nie przekona, że można je czymś zastąpić. Czasami brakuje mi codzinnego wychodzeniem do pracy, kontaktu z ludźmi, wykonywania nowych zleceń, przerw i rozmów, burzy mózgów i wpadania na pomysły, które w jednej głowie nigdy same by się nie urodziły. Czasami zwyczajnie tęsknie za życiem, które nie skupia się wyłącznie wokół dzieci. Chciałabym się wyrwać, zrobić coś dla siebie, osiągać coś i być doceniana. Czasami tęsknię, ale nigdy nie żałuję, że nie wróciłam do pracy.

A potem po dniu pełnym oglądania się za siebie nadchodzi noc, a po niej kolejny poranek, którego nie oddałbym za nic w świecie, bo wiem, że moje dziecko otwierając oczy i widząc mnie obok jest zrelaksowane, spokojne i pewne tego, że nie musimy za niczym gonić, nie musimy się rozłączać, nie musimy nic. My możemy – nie musimy. Możemy śpiewać „father finger where are you”, możemy chować się i szukać nawzajem pod kołdrą i bawić w pisze pani na maszynie.

Możemy korzystać z każdej wspólnie spędzonej chwili zanim dzień nabierze tempa, zanim będę musiała zająć się obowiązkami domowymi, pracą, zanim rozdzwonią się telefony, zanim zacznę z Tatą omawiać „dorosłe” sprawy.

Każdego dnia przepełnia mnie ta sama radość, że mogę spędzać poranki najlepiej jak potrafię. A jak wygląda Twój poranek?

3 komentarze

  1. Mmmm, uroczo tam u Was. Też tak mam … My szczęściary. Kocham te chwile z moimi chłopakami, wspólnie ganiają się po łóźku, a ja tak zwyczajnie patrzę na ich braterską miłość. Serce się raduje i w ogóle mi nie żal tego z czego trzeba rezygnować by te chwile mieć na co dzień.

  2. Mój poranek: Kawa, włosy, zęby, makijaż i tak już spóźniona do pracy, bieg do auta, praca-praca-praca. Czas tak szybko leci, a przez codzienne zawodowe obowiązki umyka tak dużo. Nienawidzę pracować. Wszystko kręci się wokół pracy. Po pracy rozmowa przy obiedzie o pracy. Wieczorem z przyjaciółmi przy piwie-rozmowa o pracy. Wrrrrrr. Zazdroszczę szczerzę TAKICH PORANKÓW i takich beztroskich chwil. Życie jest za krótkie, aby biegać przede wszystkim za pracą!

  3. Generalnie wstajac rano myślę sobie „dlaczego już?”. Moja córka zawsze mnie budzi 🙂 ale to najpiękniejsze poranki świata <3

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.