Dzień Przyjaciela.

Polub i udostępnij:
fb-share-icon0
20

Wczoraj był podobno Dzień Przyjaciela i to chyba właśnie skłoniło mnie do refleksji, których ostatnio tu coraz mniej. Na temat przyjaźni mam dość specyficzne zdanie, ale chyba nie jestem kompetentną osobą, by się na jej temat wypowiadać, bo wciąż mimo dojrzałości, jaką nabywam z wiekiem, często dochodzę do wniosku, że ja jednak w tę przyjaźń nie umiem. Jestem specyficznym typem człowieka, który (niech to nie zabrzmi narcystycznie) na dłuższą metę najlepiej czuje się wyłącznie we własnym towarzystwie. Niemniej z racji tego, że jestem wiecznym obserwatorem i badaczem ludzkiej natury, udało mi się wysnuć kilka wniosków. 

dzień przyjaciela

Jakim przyjacielem jestem?

Z góry uprzedzam, że słabym i mam tego świadomość. Nie potrafię pielęgnować relacji. Nie zadaję pytań, bo wychodzę z założenia, że druga osoba powinna wiedzieć, że zawsze, o każdej porze dnia i nocy może na mnie liczyć, że znajdę czas na spotkanie, wysłucham, wesprę jak będę umiała. Powinna wiedzieć, że zawsze może mi o wszystkim opowiedzieć, a ja rzucę wszystko, by słuchać. Bez oceniania, bez krytykowania, bez zbędnych słów. Bo taka jest dla mnie właśnie definicja przyjaźni.

Jeśli popełniam życiowy błąd, ale nie jestem chwilowo tego świadoma lub nie chcę być świadoma, bo nie chcę zrzucać różowych okularów,  ale teraz jestem niewyobrażalnie szczęśliwa, mimo, że to taniec na pękającym lodzie, to chcę przyjaciela, który nie będzie odbierał mi przyjemności z tańca krzycząc „złaź głupia z tego lodu!” tylko będzie przy mnie, by chwycić mnie za rękę, kiedy upojona tańcem nie zauważę, że idę pod lód. I taką osobą staram się być. Może jestem złą przyjaciółką, bo nie mówię „nie rób tego” i nie próbuję ratować póki jeszcze na to czas. Nie chcę narzucać swojej pomocy komuś, kto jej nie potrzebuje. Zadaniem ratownika jest zachowanie czujności i gotowość do niesienia pomocy, a nie narzucanie plażowiczom, by nie wchodzili do wody, a jeśli już to w kamizelkach ratunkowych.

 

Niestety w przyjaźni mam też pewną wadę. Nie potrafię walczyć. Dopóki widzę, że druga osoba mnie potrzebuje, daję całą siebie i jeszcze więcej, ale jeśli tylko przez moją głowę przemknie myśl, że jestem zbędna, od razu robię krok w tył. Nie odtrącam, a dystansuję się. Traktuję z wzajemnością? Mój mąż ma na to swoją własną definicję, z którą osobiście się nie zgadzam, ale nie mogę wymagać, by zmieniał poglądy, tylko dlatego, że uważam inaczej. Czasami tylko zastanawiam się, dlaczego obraz w jego głowie różni się od tego w mojej głowie i który w takim razie jest tym prawdziwym?

Wczoraj podczas spotkania z kilkoma kobietkami wspomniałam, że czasami (albo zawsze) zapominam się i mówię bardzo chaotycznie, półsłówkami, zakładając, że odbiorca ma wgląd do mojej głowy i resztę sobie doczyta. Wiem, że tak nie jest i wiem, że ten wpis dla wielu (większości? wszystkich?) może być jednym wielkim chaosem, ale wiem, że wracając do niego za jakiś czas doskonale siebie zrozumiem i będę umiała ocenić, ile się zmieniło.

Wracając jednak do Dnia Przyjaciela, jestem na etapie całkowitego wycofania i nieangażowania się w żadne relacje. Mam mocno skopaną dupę błędnie ulokowanym zaufaniem i żadna siła nie zmusi mnie (na tę chwilę), by przed kimkolwiek się otworzyć. Ale mam też w swoim życiu kilka osób, które mam wrażenie, że są przy mnie od zawsze i że zawsze mogłam na nie liczyć. I to właśnie im chciałabym podziękować, za to że są, wspierają, nie oceniają, sprowadzają na ziemię, potrząsają mną i przytulają  i doskonale wiedzą, kiedy którą metodę zastosować. Dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.