Moje secret window

Polub i udostępnij:
fb-share-icon0
20

Odgrzebałam wczoraj swojego starego bloga. Zaczęłam go pisać wiosną 2010 roku. Pisałam często i intensywnie. Wlewałam w niego wszystkie emocje, jakie we mnie buzowały, a których nie mogłam wylać w realu. Pisałam w tajemnicy przed całym światem. Nie dbałam wtedy o to, kto mnie czyta, bo ważny był tylko jeden odbiorca. Dlatego miałam wyłączoną możliwość komentowania. 

secret window

Zaczęłam przeglądać wyrywkowo posty. Uśmiechałam się widząc literówki i słowotok, nad którym czasami trudno było mi zapanować. Widziałam emocje. Teraz już nie umiem tak pisać, a podobno bloger się rozwija. Ja się zwinęłam w kłębek w momencie, w którym swoje posty zaczęłam przypisywać sobie, a nie pseudonimowi wymyślonemu dla potrzeb bloga. Jest tyle rzeczy, o których chciałabym napisać, a wiem, że nie mogę. Jest tyle uczuć, którymi czasami muszę się podzielić z kimś natychmiast, bo wiem, że jeśli tego nie zrobię to eksploduję. Nigdy się nimi z nikim nie dzielę i jeszcze nie eksplodowałam. To bardzo pocieszający fakt, o którym przypominam sobie przed kolejnym uczuciem zbliżającej się eksplozji.

Nigdy nie usułęłam tamtego bloga, bo chyba bym czuła, że bezpowrotnie usuwam część siebie. Że kasuję dwa lata ze swojego życia, o których przecież chcę pamiętać, bo gdyby nie one dzisiaj nie byłabym taka jaka jestem. A jestem zdecydowanie silniejsza niż przedtem.

Czemu akurat wczoraj sobie o nim przypomniałam? Zatrzymałam się pod przedszkolem, do którego będzie niebawem chodziła młodsza córka, a do którego uczęszczała starsza, właśnie w okresie, który opisywałam na blogu. Rozejrzałam się i stwierdziłam, że wszystko jest takie samo jak wtedy, tylko nie ja. I jednocześnie zrozumiałam, że nic już nie będzie takie samo jak wtedy. Tylko te mury, chodniki i furtka, w której często stałam z mamami innych dzieci. A skoro nic już nie będzie takie samo, to po co wciąż się oglądać?

Dodałam wczoraj post. Pierwszy raz po 4 latach i przyznam szczerze, że na chwilę cofnęłam się w czasie. Znów otworzyłam swoje secret window, którego nie chcę zamykać. Bo na co dzień jestem mamą, żoną, samą sobie szefową, ale wciąż pozostałam marzycielką i nie chcę tego nigdzie zgubić po drodze.

2 komentarze

  1. Odnośnie anonimowości w sieci. Też tak mam. Gdy się pokazalam że ja to ja. .. zanim napiszę to pomyślę co inni o mnie powiedzą. Koszmarne uczucie.

  2. To właśnie jest najgorsze. Jak opisać wszystko by rodzina i znajomi nie mieli pretensji. Gdyby nie to że wiem kto mnie czyta mój blog byłby odrobinę inny. Mogłabym pisać bezpośrednio o własnych uczuciach przemyśleniach i bardziej utożsamiać się z czytelnikiem. Jestem szczera. Niczego nie udaję ale mimo wszystko muszę uważać by swoimi wpisami nikogo nie zranić. Większość się śmieje i nie rozumie tego naszego blogowego świata. Jedni wchodzą bo lubią inni niestety po to by się pośmiać i zrobić aferę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.