Są chwile, kiedy blogowanie zupełnie traci sens. Ty też na pewno znasz to uczucie!

Polub i udostępnij:

Byłam w połowie pisania postu o współpracy z firmami, kiedy dostałam wiadomość, od której odechciało mi się całego blogowania. Czasami zastanawiam się po co mi to, skoro tak naprawdę blogosfera nie jest mi już do niczego potrzebna? Może to moja zdolność przyciągania niewłaściwych ludzi, ale mam wrażenie, że cały ten nasz blogowy światek to jeden wielki zlepek zakompleksionych plastelinowych ludzików i kanalii, które pod pięknie zobrazowaną przez siebie własną rzeczywistością, by wsadzić komuś szpilę zacierają tylko łapki niczym muchy na widok gówna. 

blogowanie jest bez sensu

Czemu plastelinowe ludziki? Bo dają się ugniatać, miętosić, pozwalają manipulować sobą tym, którym wydaje się, że są sprytniejsi. Taki właśnie podział blogosfery przychodzi mi do głowy. Ci bez charakteru, którzy łykają wszystko, co podstawi się im pod nos i ci, którym wydaje się, że są wielkimi mądrymi głowami, bo udało im się znaleźć grono swoich głupawych wyznawców, którzy bez względu na wszystko uwierzą we wszystkie brednie.

Tak, jesienna depresja chyba wyjątkowo wcześnie przyszła do mnie w tym roku, być może dlatego, że pogoda podsuwa nam ostatnio jesienne nastroje. Niemniej, nie tylko dzisiejsza nowinka wpędziła mnie w ten nastój, ale szereg ostatnich wydarzeń, podsumowań i spostrzeżeń. Może jednak po kolei.

Usłyszałam dzisiaj, że po blogosferze krząta się jakiś szaraczek, który opowiada o mnie różne niestworzone historyjki. Nie to mnie jednak martwi, bo Ci, którzy mnie dobrze znają doskonale wiedzą, że to kłamstwa, a ci którzy mnie nie znają niespecjalnie mnie interesują, a ich opinia na mój temat tym bardziej. Może bym się martwiła, gdyby w tych słowach było choć ziarno prawdy. Chodzi mi po głowie coś innego. To, że zawsze chciałam pomagać blogerom, wspierać, pokazywać jakie błędy sama popełniłam, by oni mogli je ominąć. Niejednokrotnie pomagałam też finansowo, bo łatwo mnie kupić historiami o chorym dziecku, zalegających ratach czy groźbach eksmisji. Często poświęcałam swój czas, by dać go komuś innemu. Bo przyjemnie jest pomagać. Tak po prostu, żeby poczuć lekkość w sercu i takie przyjemne mrowienie na dźwięk usłyszanego “dziękuję“.

Zawsze chętnie pomagam, nawet tym, których nie znam, a którzy odzywają się do mnie chociażby po to, by im doradzić. Ale tak sobie dzisiaj pomyślałam, że taka kanalia, o której dzisiaj się dowiedziałam, odebrała mi znacznie więcej niż dobrą opinię wśród blogowych plastelinowych ludzików. Z blogerami mam niewiele wspólnego. Kiedyś pojawiałam się na spotkaniach w różnych miastach, dziś już nie czuję potrzeby integracji. Choć na każdym takim spotkaniu zawierałam znajomość, która trwa do dzisiaj, która jest ważna dla mnie i chciałabym ją pielęgnować, ale… no właśnie. Ale ta kanalia odebrała mi pewność. Nie wiem, czy jej nie ma wśród moich znajomych, nie wiem, czy to nie jej ufam i mówię za dużo, nie wiem, czy to ona nie wykorzystuje mojej wrodzonej naiwności i wiary w ludzi i jeszcze dodatkowo czerpie korzyści z oferowanej z mojej strony na każdym kroku pomocy. Nie mam też pewności, że tych kanalii, tych pseudo blogowych przyjaźni nie jest więcej, bo im dłużej w tym tkwię, tym bardziej przekonuję się, że w blogosferze nie ma żadnych zasad. Każdy mówi, co jest mu wygodnie powiedzieć, wymyśli każdą bajkę, bo tak mu wygodnie, albo też niewygodnie patrzeć, że ktoś idzie w lepszym kierunku, bądź idzie szybszym tempem. Ale jak można iść szybciej skoro traci się energię na mącenie w cudzym życiu?

Ja od blogosfery najchętniej bym już uciekła. Całkowicie. W naszej malutkiej lokalnej grupce staramy się widywać regularnie. Po to, by znajomości wyszły zza monitorów, by spędzić ze sobą czas, by jeśli już się znudzić to sobą w realu, a nie zbyt długimi wpisami na blogu, czy kolejnym tekstem o papkach dla dzieci. Tak po prostu, spotkać się, zamówić krem z buraków i śmiać się, że zamówienie adekwatne do osoby składającej je. A co tam! Fajne są takie spotkania, a integracja potrzebna, bo tu w naszej mieścinie nie jesteśmy tylko adresami www, ale też osobami ze wspólnymi znajomymi. Powoli nawet nasze rodziny zaczynają się do siebie przyzwyczajać. Podoba mi się to, bo kiedy zniknie nasz adres z sieci, to nie stracimy tożsamości i przyjaciół. Znikniemy dla czytelników, ale nie dla siebie. Dlatego bardzo lubię takie spotkania w mniejszym bądź większym gronie. Ale do sedna.

Wiadomo, że nie możemy się spotkać w pełnym składzie. Wiadomo, że każdy ma swoje życie, obowiązki, że nie każdy przepada za sobą na tyle, by rezygnować z popołudnia z przyjaciółmi czy rodziną, by na siłę integrować się z pozostałymi. Doskonale to rozumiem. Ale ostatnio kiedy moje czoło zmąciła wiara w bezinteresowność ludzi rzuciłam w grupie (trochę w ramach testu) niezobowiązujące pytanie, by zorganizować spotkanie blogerskie (dając do zrozumienia, że będą sponsorzy i gifty, dużo giftów). Ku mojemu zdziwieniu (a może nie do końca?) odzyskały mowę osoby, które nigdy nawet nie wysilały się, by napisać jakaś wymówkę, że nie mogą uczestniczyć w zwykłym spotkaniu przy piwie. Kurcze, jakie to parszywie smutne.

I parszywie smutne jest jeszcze to, że coraz bardziej zanika we mnie wiara, że mam wokół siebie szczerych, prawdziwych ludzi, że ta wiara jest odbierana przez osoby, które podkładają kłody pod nogami innych, po to, by te osoby upadały i robiły z siebie stopnie, dzięki którym można wspiąć się wyżej. 

Polub i udostępnij:

9 komentarzy

  • Natalia Róża Świat Tomskiego 22 sierpnia 2016 at 05:44

    Przykre to, co piszesz. Ja jestem ciągle na początku drogi, ale Już kilkakrotnie zauważyłam pewne specyficzne zwyczaje w niektórych grupach i ciągle mnie to dziwi, że dorośli ludzie kryją się pod tymi pseudonimami.

    Reply
  • Katjuszka 22 sierpnia 2016 at 06:35

    Bloguję już kilka lat. Zawsze stoję gdzieś z boku, obok tego. Uśmiecham się, kiedy widzę tę rywalizację i pogoń za każdym polubieniem na fb. Blog może mieć teraz każdy, z dużą liczbą czytelników. Ale jaka jest jakość tych blogów?

    Reply
  • Małgosia Ostrowska 22 sierpnia 2016 at 06:52

    Przeczytałam od początku do końca i fakt ja tez mam takie momenty, ale jak piszesz jeżeli znajdują się ludzie, który z różnych przyczyn utrudniają Ci to i robią wszystko przeciwko Tobie to można się podłamać. Blogosfera niestety jest światem, który rządzi się swoimi prawami. Ja już kilka razy miałam ochotę to rzucić w cholerę ale za duża radości mi to daje. Czasem może zrobię sobie przerwę, ale bloga chyba nigdy bym nie skasowała. To jakaś moja historii więc niech będzie.

    Reply
  • Lucy 22 sierpnia 2016 at 07:49

    To nie depresja, to większa niż przeciętnie wrażliwość. Trudno nie skupiać się na człowieku, emocjach, kiedy wychodzi się z własnym wnętrzem do obcych, których powoli się oswaja. Nie da się w większym gronie mieć tego komfortu samych przychylnych i szczerych dusz, bo ludzie nie są jednakowi, większość z nich wybiera korzyści własne zamiast skupić się na relacji z drugą osobą. Łatwo mi to pisać jadąc na efekcie (nie do końca) placebo, ale teraz akurat mogę złapać dystans. Życie to wieczna nauka nie zawierzania wszystkim i we wszystko oraz stałej kontroli nad pragnieniem stworzenia w najbliższym otoczeniu idealnego, przychylnego świata. Tak, to nasze życie i wiadomo, że chcielibyśmy je przeżyć na własnych zasadach, ale szczęście mają ci nadwrażliwcy, którym uda się pogodzić z tym, że nie mają kontroli nad wszystkim jeszcze przed końcem swojej ziemskiej drogi.
    Nie wiem, czy na temat, lecz tak mi się nasunęło
    Ps. Idę szukać postu z info o spotkaniu sponsorowanym, bo najwyraźniej przeoczyłam 😉

    Reply
  • Karolina Zalewska 22 sierpnia 2016 at 14:40

    Wiesz, bloguję już blisko paręnaście lat. I do tego roku myślałam, że to taka pasja, nic więcej. Tymczasem w ciągu ostatniego roku nauczyłam się, jak wiele jadu i zawiści siedzi w tych ludziach. Szkoda, wielka szkoda.

    Reply
  • Dziewczyna Anioł 22 sierpnia 2016 at 15:26

    Blogowanie to dla mnie przede wszystkim pasja bez, której nie wyobrażam sobie życia

    Reply
  • Karolina Lewandowska 22 sierpnia 2016 at 20:50

    :*

    Reply
    • Obama 23 sierpnia 2016 at 08:02

      Merytorycznie jak zawsze 😀

      Reply
  • Aleksandra Bohojło / Esencja 3 września 2016 at 15:28

    Przeczytałam z opóźnieniem (minus wrzucania artykułów do zakładek 😉 ) i tak myślę sobie, że to o czym piszesz to życie. Zawsze pojawi się jakaś kanalia, która zapragnie pozbawić nas pewności siebie. Ja takie lubię kopnąć w dupę i patrzeć jak leci w kosmos. Blogosferę lubię i dobrze się w niej czuję, ale prawda jest też taka, że selekcjonuję znajomości i trzymam się tych, którzy mnie wspierają i motywują do pracy, a nie podcinają skrzydła. Buziole i głowa do góry 😉

    Reply

Leave a Comment

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress