zen wędrowny

Pamiętam pierwszą wyprawę do lasu, kiedy po trzytygodniowej chorobie i niespełna miesięcznym zakazie opuszczania domu, wreszcie nabrałam w osłabione jeszcze płuca wiosennego powietrza. Doskonale pamiętam nieśmiałe promienie słońca na twarzy, śpiew ptaków i budzącą się do życia przyrodę. Wszystko to napełniało optymizmem, dodawało energii i chęci do życia. Wszystko to,CZYTAJ WIĘCEJ…